Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, wtedy nie będą zbierane żadne informacje.

Blog dla rodziców PHEżyj to sam

Iza Gontarek

Święto pieczonego ziemniaka

Pierwszy rok w przedszkolu był dla Kuby, jak i jego rówieśników okresem zapoznawczym. Dość często odbywały się różnego typu imprezy. W tym roku panie postawiły na „święto pieczonego ziemniaka.” Kiedyś słyszałam od swojej bratanicy, że brała udział w czymś takim w swojej placówce. Od razu skojarzyło mi się z wielkim ogniskiem i wrzuconymi do niego ziemniakami. Tylko gdzie na terenie przedszkola w centrum miasta zorganizować ognisko?! Mało realne. Całe spotkanie miało odbyć się na świeżym powietrzu. Oczywiście pogoda nie dopisała. Dzień wcześniej, jak również dzień po imprezie pogoda oczywiście była cudowna. Jednak w dniu „święta” - ulewa!

Panie przedszkolanki zorganizowały konkurs na największego ziemniaka. Większość rodziców wzięła sprawę w swoje ręce. Szli do warzywniaka i sami wybierali największe sztuki. Dla mnie osobiście mija się to z celem. Przecież to konkurs dla dzieci. Postanowiłam więc zaangażować dziecko w ten wybór. Obok przedszkola dwa razy w tygodniu mamy targ, na którym wystawiają się lokalni rolnicy. Jednego dnia pojechaliśmy wcześniej do przedszkola, robiąc przy okazji zakupy. Rzuciłam małemu pomysł, że pobawimy się w poszukiwaczy największego ziemniaka. Było cudownie patrzeć jak podszedł do sprawy profesjonalnie. Zaglądał we wszystkie stoły w celu znalezienia największej pyry! I znalazł, ważyła 690 g! Jego radość i satysfakcja znalezienia ogromnego ziemniaka były ogromne!

Drugim konkursem było wykonanie z warzyw i owoców jesiennego „cudaka”. Przygotowaliśmy projekt naszych stworów. Za podstawę posłużyły nam dynia i cukinia. Narysowałam na kartce dynię i cukinię, a później zaś dorabialiśmy resztę. Był to szkic, który miał za zadanie ułatwić nam wykonanie figurki. Pierwotnie miał być tylko jeden cudak rodzaju męskiego. Syn jednak stwierdził, że dziewczynkom w przedszkolu może być smutno, że nie przyniósł także odpowiednika dziewczynki, zrobiliśmy więc obie płci ;)Sami oceńcie jak nam się udało.

Konkursy podobały nam się również z uwagi na nawiązanie do naszej diety. Warzywa nie tylko zjadamy, ale możemy się również nimi bawić. W odniesieniu do naszych cudaków tłumaczyłam synowi czego może zjeść więcej, a czego mniej. Od października mały uczy się angielskiego, więc powtarzaliśmy nazwy wszystkich warzyw w tym języku. Dzięki zabawie nauczy się więcej.

Wyniki konkursu. Nasz ziemniak nie był największy. Pierwsze miejsce przypadło bulwie o masie 960 g! Dla naszej trójki, to dwa obiady ;) Natomiast z jesiennymi cudakami udało nam się stanąć na podium. Kubuś zajął III miejsce! Wszystkie prace były piękne, pomysłowe i bardzo kolorowe. Uważam, że warto angażować swoje pociechy do tego typu konkursów. To również fajny sposób na spędzanie czasu, kiedy za oknem ciemno i szaro.

75146231