Wakacje "na spontanie" | PKUconnect

Blog Marysi

Maria Słupska

Wakacje "na spontanie"

W tym roku zdobyłam się na nieco ekstremalną pod względem PKU wakacyjną przygodę. Nigdy wcześniej nie wybrałam się na tak niezaplanowany wyjazd. Tym razem na dwa dni przed wyjazdem miałam jedynie kupione bilety na samolot. Zero rezerwacji hotelowo-hostelowych, brak dodatkowych biletów na te dwutygodniowe wakacje, ale za to 35l plecak (w którym miałam ok. 6kg bagażu) z preparatem w środku. Paszport w ręku i to w zasadzie tyle.

Nierozsądne? Pewnie trochę tak, ale potraktowałam to jako dobry trening. Cała ta wyprawa była poprzedzona dokładnym „wybadaniem terenu” odnośnie do dostępności różnego jedzenia w Tajlandii i Wietnamie, przez co wiedziałam, że dam radę. Przygotowywałam się zaglądając zarówno do źródeł online, ale też pytałam znajomych, którzy byli już w Indochinach. Oczywiście, nigdy nie zdobyłabym się na taką podróż wiedząc, że w danym kraju nie mogłabym jeść zróżnicowanych potraw dostosowanych do mojej diety.

W praktyce wyglądało to mniej więcej tak, że piłam preparat z zimną wodą, co było akurat całkiem przyjemne, biorąc pod uwagę temperaturę na zewnątrz. Moment picia preparatu był tam dla mnie chwilą miłego wytchnienia. W Tajlandii mieszkałyśmy w takich lokalizacjach, gdzie zaraz po wyjściu na ulicę można było natknąć się na jakiś „street food”. Do moich ulubionych potraw mogę zaliczyć zdecydowanie sajgonki wegetariańskie oraz mango stickyrice. Tuż obok straganów z jedzeniem rozstawione były stoiska z owocowymi smoothie – do wyboru do koloru i dostępne o każdej porze dnia. Gdyby któryś z tych straganików się zwinął, zawsze co kilka kroków można było znaleźć„7eleven” (taka amerykańska żabka), w której dostępne są warzywa/owoce/kanapki ryżowe lub nawet czasami produkty z mąki ryżowej czy mąki z tapioki.

Podróżowanie po południowo-wschodniej Azji może być dla fenylaka o tyle wygodne, że większość dań podawanych jest z ryżem albo z makaronem ryżowym. Pszenica nie jest tam zbyt rozpowszechniona, za to na ulicy można spotkać budki oferujące bataty pieczone w całości czy kukurydzę. Popularne są tam również grille, na których można samodzielnie przyrządzić posiłek. Działa to trochę na zasadzie „jedz ile chcesz”. Płaci się z góry, ma się swój własny mini-grill i potem można nakładać sobie tyle jedzenia, na ile się ma ochotę. A jest co grillować! Naprawdę jest tam ogromny wybór warzyw, owoców oraz ziół. O tyle, o ile same sałatki nie są bardzo popularne (może poza papayasalad), zieleniny tam naprawdę nie brakuje. W większości knajp dostępne są również opcje wegetariańskie, również bardzo popularne w tej części Azji.

Zaletą tamtejszej kuchni jest to, że można jeść zgodnie z wymogami diety i jednocześnie odkrywać regionalne smaki i egzotyczne dania. Mimo że wiele dań bazuje na mięsie lub owocach morza, nikt tam się bardzo nie dziwi, kiedy prosimy o opcję wegetariańską. I przeważnie, chociaż nie zawsze, można się jakoś dogadać po angielsku z właścicielami lub obsługą.

Co ciekawe, zdarzyło nam się usiąść któregoś dnia na plastikowym taborecie na chodniku i dostać (bez otrzymania wcześniej nawet karty menu) miskę zupy z czymś, co wyglądało na mięso. Zupełnie nie spodziewałyśmy się, że w niektórych miejscach to tak działa – że się siada i dostaje jedzenie. Wówczas wyjadłam wszystkie warzywa, ominęłam mięso i wypiłam wywar – który zapewne był mięsny. Następnego dnia zjadłam śniadanie złożone głównie z owoców (np. gęste smoothie z awokado, mango oraz wynaleziony w „7eleven” placek z tapioki o bardzo bardzo niskiej zawartości białka).Potem zjadałam obiad przyrządzony na samych smażonych warzywach. Po zjedzeniu czegoś z listy niedozwolonych produktów, po prostu przez najbliższe dni omijałam produkty o nieco wyższej zawartości białka (tzn. jadłam mniej ryżu).

Była to dieta bardzo „na spontanie”. Co ważne, ponieważ w większości miejsc jest tam znacznie taniej niż w Polsce, mogłyśmy sobie spokojnie pozwolić na jedzenie na mieście. Faktycznie wymagało to jednak wcześniejszego wczytania się w specyfikę dań serwowanych w tej części świata, a także poświęcenia trochę czasu w sklepie takim, jak „7eleven”, żeby móc znaleźć coś dla siebie.

Południowo-wschodnia Azja obfituje w dania odpowiednie dla fenylaków. Oczywiście, trzeba być ostrożnym, zwłaszcza na wsi, gdzie nie ma takiego zróżnicowania i zdecydowanie ciężej się porozumieć z ludźmi. Czasami dlatego, że jest się jedynym zagranicznym turystą w promieniu kilkunastu kilometrów – są to po prostu rzadziej odwiedzane miejsca. Wiele wegańskich dań, które miałam szansę tam zjeść, stanowiło dla mnie ogromną inspirację. Z pewnością postaram się spróbować część z nich odtworzyć w swojej kuchni.

Głównym daniem tego wyjazdu była dla mnie „Bun Cha” pochodząca z Hanoi, stolicy Wietnamu, będąca oryginalnie daniem mięsnym. Spokojnie jednak można przyrządzić jej wegańską wersję – taką też miałyśmy okazję zjeść. Danie to składa się z kilku składników: 1) sosu opartego na wywarze i paru azjatyckich przyprawach, 2) makaronu ryżowego, 3) świeżych ziół, 4) wegetariańskich sajgonek. Wszystko podawane jest na osobnych talerzach. Każdy otrzymuje również małą miseczkę. Jedzenie tego dania jest dość nietypowe. Polega to na tym, że należy nalać do miseczki sos/wywar, dołożyć parę aromatycznych lokalnych ziół (każde ma inny smak). Następnie dodajemy trochę posiekanego czosnku lub chilli, po czym maczamy w tym makaron oraz sajgonki przez zjedzeniem. Dość nietypowe, ale bardzo aromatyczne danie, we wspaniały sposób wykorzystujący lokalne zioła i trawy.

Zawsze staram się przekonywać wszystkich wokół, że naprawdę można podróżować z PKU. Świat jest teraz bardzo otwarty na turystów, a także najróżniejsze diety – nawet weganizm nie dziwi już tak, jak kiedyś. Oczywiście, nie trzeba popadać w skrajności, ja przed wyjazdem byłam stuprocentowo pewna, że dam sobie radę i wiedziałam jak sobie poradzić. W tym wpisie chciałam jednak przekonać Was, że jeżeli odpowiednio przygotujemy się przez podróżą , to wiele kierunków, pozornie nierealnych pod względem dietetycznym, , okazuje się jak najbardziej w zasięgu naszych możliwości.

Ustawienia prywatności

Tutaj możesz w dowolnej chwili deklarować i modyfikować ustawienia plików cookie.

Bezwzględnie konieczne pliki cookie

Są niezbędne w celu zapewnienia funkcjonowania witryny internetowej i nie można ich wyłączyć. Zazwyczaj są stosowane w odpowiedzi na podjęte przez użytkownika działania związane z żądaniem usług (ustawienie preferencji w zakresie prywatności użytkownika, logowanie, wypełnianie formularzy itp.). Można ustawić przeglądarkę, aby blokowała takie pliki cookie lub wyświetlała odpowiednie powiadomienia, jednak niektóre części witryny nie będą wówczas działały.

Analityczne pliki cookie

Umożliwiają nam liczenie odwiedzin i źródeł ruchu oraz pomiar i poprawę wydajności naszej witryny. Pokazują nam, które strony są najmniej i najbardziej popularne i w jaki sposób odwiedzający poruszają się po witrynie. Jeśli użytkownik nie zgodzi się na ich zastosowanie, nie będziemy wiedzieli, kiedy odwiedził naszą witrynę i nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.

Personalizujące pliki cookie

Służą do zwiększenia funkcjonalności witryny internetowej i personalizacji jej treści. Mogą być stosowane przez nas lub przez osoby trzecie, których usługi zostały dodane do naszych stron. Jeśli użytkownik nie zezwoli na ich zastosowanie, niektóre lub wszystkie z tych usług mogą nie działać poprawnie.

Pliki cookie do targetowania

Mogą zostać użyte przez naszych partnerów reklamowych poprzez naszą witrynę w celu stworzenia profilu zainteresowań użytkownika i wyświetlania mu odpowiednich reklam na innych witrynach. Nie przechowują bezpośrednio danych osobowych, lecz pozwalają na jednoznaczną identyfikację przeglądarki i urządzenia internetowego użytkownika. W razie braku zgody na ich zastosowanie reklamy prezentowane użytkownikowi będą w mniejszym stopniu dostosowane do jego zainteresowań.

----